Backcountry i szczyt Denali w tle

19 sierpnia godz. 15:00 (USA)

Siedzimy sobie nad Sanctuary River, szumi woda, kołyszą się drzewa, mają już kolorowe jesienne liście 🙂 Dzisiaj spaliśmy na prawie 21 mili drogi Parku Denali, gdzie dotarliśmy już wieczorem, ale zanim było jeszcze ciemno, więc spokojnie znaleźliśmy nocleg na górce między jagodami (pysznymi.. były na śniadanko) i poszliśmy spać w ciepłym i suchym domku, a na zewnątrz zaczęło padać. Trochę było krzywo i spadaliśmy na dół, więc następnym razem trzeba szukać bardziej płaskiego miejsca, ale już byśmy nie zdążyli przed ciemnością iść dalej przez gąszcz. Grześka mata samopompująca dostała bąblownicy i spał na takiej złożonej na pół i z małą ilością powietrza.. Trzeba będzie napisać do producenta (Term-a-rest), co to można z tym zrobić.. Ostatnie dni były takie aktywne, że nawet nie miałam kiedy pisać, więc teraz postaram się wszystko odtworzyć..

17 sierpnia była niesamowicie piękna pogoda i udało nam się zobaczyć z daleka Denali pokryte śniegiem 🙂 Wspaniały widok! 🙂 Według filmu, który puszczają w parku, jest to możliwe tylko przez 62-67 dni w roku! To znaczy, że tylko przez 1/6 roku widać w ogóle szczyt i nie jest zakryty chmurami. A nam się udało już drugiego dnia po wjeździe do parku idąc Alpine Trail 🙂 Praktycznie bezchmurne niebo, wszędzie dokoła góry, żadnych ludzi przez 99% naszej drogi i zwierzęta 🙂 Tak dużo dzikich zwierząt w ich naturalnym środowisku, jak tutaj widzieliśmy przez jeden dzień, to w Polsce chyba przez całe życie 😉 Widzieliśmy pardwy górskie (Ptarmigan), jeżozwierza, alpejskie wiewiórki ziemne, małą słodką szczekuszkę obrożną (Collared Pica), łosie, renifera tundrowego (Caribou), sójkę kanadyjską (Gray Jay), kruka, zająca.. Było naprawdę super! Dokoła góry, cisza.. dużo ciszy.. można medytować 🙂 Dopiero na samym końcu szlaku przy Savage River, zaczęliśmy spotykać ludzi, z których większość wchodziła na najbliższą górkę (około 20 minut z dołu), z której było widać Denali, jadła coś, robiła sobie zdjęcie i schodziła 😉 Trochę jest zachodu z tym, żeby można sobie było spać na dziko gdzie się chce, ale warto 🙂 Najpierw trzeba obejrzeć 40 minutowy film instruktażowy o podróżowaniu poza szlakami (LINK). Między innymi o tym, że od misia trzeba być minimum 300 jardów (czyli 274 metry), a od pozostałych zwierząt (nawet wilków) tylko 25 jardów (23 metry).. Było też o „Leave no trace”, o tym gdzie postawić namioty, gdzie gotować, a gdzie trzymać jedzenie, kosmetyki i śmieci (w puszce misiowej) w swoim obozowisku (trójkąt narysowany na zdjęciu z pozwolenia obozowania), o tym jak przechodzić głęboką rzekę (w najszerszym miejscu, najlepiej trzymając się w kilka osób na raz). Z czarnym niedźwiedziem jak nas zaatakuje należy od razu walczyć, np. użyć gaz misiowy (jest mniejszy i mniej groźny), z brunatnym i grizzly najpierw udawać martwego (zwinąć się w kulkę – kolana pod brodę, plecak na plecach od góry i ręce zaplecione na szyi od tyłu), a jak i tak atakuje to dopiero wtedy próbować walczyć 😛 Najważniejsza zasada – nie uciekać! On zapierdziela nawet 50 km/h, więc nawet najlepszy biegacz nie ma szans 😉 a jak się zacznie uciekać to wywołuje to u misia instynkt łowcy 😛 Jak się go widzi z daleka i zaczyna do nas podchodzić to wtedy podnosimy ręce do góry i spokojnie głośno mówimy, żeby wiedział żeśmy ludzie 🙂 Najlepiej zbić się w grupę, żeby się wydawać większym. Druga najważniejsza zasada to ostrzec misia – cały czas gadać, śpiewać, klaskać, gwizdać itd., żeby misia nie zaskoczyć swoją obecnością, żeby nie poczuł się zagrożony i nas nie chciał zaatakować. Za to przed łosiem trzeba uciekać (ponieważ nie jest drapieżnikiem) i schować się za jakimś drzewem, krzakiem czy czymś innym, a jeśli nic nie ma to biec zygzakiem często zmieniając kierunek. Pastę do zębów po użyciu trzeba rozpylać jak aerozol, a nie pluć w jedno miejsce. Wszystkie śmieci zabierać ze sobą, łącznie z papierem toaletowym. Bardzo dużo różnych porad – fajny film 🙂 Polecamy. Większość rzeczy już wcześniej gdzieś czytaliśmy np. w książce „Sztuka minimalizmu w podróży” albo „Sztuka wędrowania z plecakiem” – bardzo polecamy! Dużo informacji było też w bezpłatnych gazetkach na terenie parku 🙂 Jest też bezpłatna filtrowana woda tak a propos i są polecane butelki wielokrotnego użytku (bez toksycznego BPA – Bisphenol A) zamiast plastikowych, które można kupić w promocji z pięknymi zdjęciami – skorzystaliśmy 🙂 Po filmie rozmowa z przedstawicielką Park Rangersów, wybór miejsca po którym chcielibyśmy wędrować, wypełnienie karty z naszymi danymi, żeby dostać pozwolenie.. Trochę czasu zajął nam wybór unitu (terenu), w którym chcielibyśmy nocować, ponieważ jest ich 87! wzdłuż parkowej drogi. Niestety autostop jest tam możliwy tylko do Savage River, ponieważ tylko dotąd można dojechać prywatnym samochodem, a dalej już tylko parkowe autobusy. Z jednej strony to dobrze, bo na pewno ekologiczniej, z drugiej strony autobusy są drogie, najtańsza opcja to 33$ za osobę. Przeanalizowując plusy i minusy naszej decyzji, nie zdecydowaliśmy się na autobus – to conajmniej kilka dni podróży gdzie indziej no i nie wiadomo czy nie zapłacimy za bilet, a jak dojedziemy to będzie cały czas lało i i tak nie zobaczymy Denali.. Wybraliśmy opcję po taniości.. czyli nocleg za darmo, mapa za darmo (porządniejsza 10$ i tylko 2 unity na niej), dojazd bezpłatnym autobusem (dojeżdża tylko da Savage River) a potem na nogach 🙂 Po otrzymaniu pozwolenia, złożeniu podpisów, otrzymaliśmy za darmo 2 puszki misiowe (do zwrotu) i w drogę! 🙂 Jest to niesamowita przygoda 🙂 i każdy wielbiciel survivalu powinien spróbować 🙂 Park jest olbrzymi! (24 585,1 km² -największy w USA), jest w nim tylko jedna droga, mająca 92 mile.. a dokoła las, góry, rzeki.. Ogromna przestrzeń, która nam małym ludzikom wydaje się nieskończona 🙂 Dalej za Savage River nie ma już nigdzie wyznaczonych szlaków! Dostajesz mapę i idziesz gdzie chcesz 🙂 (w obrębie unitu, który wybrałeś na dany dzień, żeby nie było za dużo ludzi na jednym terenie na noc – najmniejsze mają długość kilku mil, największy jak 1/4 parku). Sam decydujesz, którędy najlepiej iść, gdzie chcesz rozłożyć namiot (jak najdalej od drogi i tak, żeby nikt Cię nie widział), ile chcesz przejść w ciągu dnia.. Dokoła cisza, naprawdę aż dzwoni w uszach! W Polsce jeszcze chyba nigdzie tak nam się nie przytrafiło.. nawet w Bieszczadach.. zawsze gdzieś słychać jakiś samochód z oddali, jakichś ludzi.. Tutaj jak się odejdzie dalej od drogi – nikogo nie ma! Tylko przyroda 🙂 my, zieleń, zwierzątka 🙂 Trudno opisać jakie to uczucie.. taka wolność 🙂 Przestrzeń.. takie zatrzymanie czasu.. dzień jest dłuższy.. jest taki bardziej pełny 🙂 Bardzo dużo okazji na ćwiczenie mindfulness 🙂 każda chwila, każdy krok to bycie tu i teraz, każdy moment to medytacja 🙂 celebrowanie życia 🙂 delektowanie się byciem żywym.. 🙂 Dziękujemy! 🙂

3 myśli nt. „Backcountry i szczyt Denali w tle”

Możliwość komentowania jest wyłączona.