Bambi na prywatnym kempingu

15 września godz. 11:19 (USA)

Mike wczoraj po nas nie przyjechał, czekaliśmy na niego do 9:30 i zaczęliśmy łapać stopa z powrotem do drogi 101.. może zaspał, może zapomniał, ale nic się nie dzieje przez przypadek..

Dzięki temu poznaliśmy native American (rdzennego Amerykanina), milionera, a przy tym bardzo sympatycznego i interesującego człowieka – Eda.

Do drogi 101 było 7 km i na szczęście dojechaliśmy tam na pace z Polakiem z pochodzenia, ale po polsku nic nie gadał 😛 Stanęliśmy na skrzyżowaniu i czekaliśmy.. najpierw zatrzymał się koleś, który powiedział, że nie jedzie tam gdzie chcemy, ale za kilkadziesiąt dolarów nas zabierze.. nie dzięki 😛 czekał na kogoś.. i tym kimś okazał się jego szef.. Ed, który od razu jak nas zobaczył powiedział, że nas podrzuci i że widział nas wczoraj koło Walmarta 🙂 Co chwilę ktoś nam mówi, że nas gdzieś widział, więc chyba jesteśmy dość rozpoznawalni – przez nasze spodnie zapewne 😉 Zaczął opowiadać iloma różnymi rzeczami się zajmował w życiu.. budował canoe z wielkich drzew, łowił ryby, jest przewodnikiem i opowiada o rybach, a jego głównym zajęciem jest chyba konstruowanie domów.. mówił że ma szczęście w życiu, mieszka w pięknym miejscu i zna tajemnice Indian i jedną nam nawet zdradził.. zatrzymał się na środku drogi, wyrwał chwasta, powąchał i przyniósł, żebyśmy my też powąchali, że to dzika marchewka i to się je, a wszyscy prawie myślą, że to takie białe kwiatki sobie rosną przy drodze 😛 i że w lesie jest pełno jedzenia, tylko trzeba wiedzieć co można jeść 🙂 Pokazał nam orła nad jego gniazdem przy drodze, zawiózł do Visitor Center, gdzie dostaliśmy fajną mapę i powiedział, że przeszedł wszystkie szlaki w Olympic National Park i że najładniejszy jest z Brinnon do Lake Quinault.

Szlak ma około 50 mil, wiedzie piękną doliną wśród dzikości, zieloności i wielkich drzew jak jego samochód (a był spory ;)). Zdaliśmy się więc na opinię Indianina i postanowiliśmy nie jechać już dalej do Port Angeles, bo tam więcej ludzi i cywilizacja. Zanim nas wysadził u wejścia na szlak zatrzymaliśmy się w sklepie przy drodze, żeby zrobić zakupy i dał nam 100$! żebyśmy sobie kupili co potrzebujemy 🙂

Czy już pisałam jakie mamy szczęście do ludzi, których spotykamy? 🙂 Jesteśmy mega wdzięczni 🙂 bardzo dziękujemy! 🙂 Kupiliśmy banany (z kropami oczywiście), jabłka, marchewki, wodę (nic od rana nie piliśmy) i Clifbary 🙂 Byliśmy gotowi na podbój szlaku 🙂 W ciągu drogi spotkaliśmy z 10 osób. Zrobiliśmy postój przy rzece na pierwszym kempingu, a raczej tym co z niego zostało 😉

Usiedliśmy na ławce, żeby się uziemić, poopalać i coś zjeść 🙂 Szum rzeki, śpiew ptaków, słodka wiewiórka nas odwiedziła, ale oczywiście nic nie dostała i sobie sama poradziła ze zdobyciem jedzonka 🙂 W końcu jest cieplutko, uwielbiam zapach gorących igieł 🙂 Jest bardzo zielono, słychać tylko dźwięki natury 🙂 Tak sobie wędrujemy z naszymi ciężkimi kreaturkami i medytujemy 🙂 „Każdy krok niesie pokój”, „mamy wszystko czego nam potrzeba” 🙂 promieniujemy naszą miłością i radością dookoła 🙂 czerpiemy pozytywną energię z natury i emanujemy nią 🙂 Po drodze minęliśmy wielkie skały, piękny wodospad, dużo zwalonych na drogę starych drzew, pełno ptaków.. doszliśmy do drugiego kempingu – naszego celu 🙂 Nie wiem ile ma lat, ale lata świetności ma już dawno za sobą.. ławki zarośnięte mchem, zalane mułem z rzeki, tak samo grille.. natura odbiera to co kiedyś do niej należało..

Widać, że nie jest to zbyt często wykorzystywane miejsce w dzisiejszych czasach.. tyle kilometrów dojść na nogach z plecakiem, bez auta/kampera? Oprócz nas wieczorem było dwóch panów i.. trzy sarenki.. dwie malutkie przesłodkie i ich mama 🙂 w ogóle się nas nie bały, podeszły do nas same bardzo blisko 🙂 są takie piękne 🙂 maluchy dokładnie jak Bambi 🙂

Na szczęście są skrzynki misiowe i nie trzeba wieszać wszystkiego na drzewie i jest nawet kibelek.. wow! 🙂 Rozłożyliśmy się na drugim końcu kempingu.. kiedyś było tu naprawdę pełno miejsc.. ze 30? Takie stanowiska dla maksymalnie 8 osób: ławka lub dwie, miejsce na ognisko i grilla i miejsce na namiot.. i co jakiś czas skrzynka misiowa. Grzesiek zrobił mi nawet ognisko 🙂 Jak ja uwielbiam ogniska i patrzenie się w ogień i mieniący się żar 🙂 Chyba prawie wszyscy to lubią bo kojarzy się nam być może z jakąś naszą pradawną naturą i historią? 🙂

Wieczory i poranki są bardzo chłodne, ale na szczęście namiot nie zamarza 😛 a w śpiworku jest ciepło w jednym długim rękawie 🙂 W końcu się porządnie wyspaliśmy 🙂 Nie pamiętam już kiedy wstaliśmy po 8:00.. Nawet jak spaliśmy u kogoś w domu to wstawaliśmy wcześnie, nie mówiąc już o spaniu w lesie gdzieś w okolicy miasta.. A jak wstaliśmy okazało się, że mamy cały wielki kemping tylko dla siebie i swoje małe Bambi 🙂

Jak tylko wyszliśmy z namiotu chodziły sobie dookoła nas 🙂 Jest tutaj tak fajnie, że dzisiaj tu zostajemy, żeby odpocząć, polenić się, poczytać, umyć włosy 🙂 rozłożymy sobie nawet hamak.. a co? 🙂

Na razie mimo, że świeci słońce jest jeszcze dosyć chłodno, bo wieje mocny wiatr od rzeki, ale mam nadzieję, że po 13:00 będzie już cieplej 🙂 zobaczymy 🙂 Ciekawe jak długo będziemy nacieszać się swoim prywatnym kempingiem dzisiaj 🙂 Super jest takie miejsce w środku niczego, a za towarzystwo tylko dzika przyroda 🙂 no i my dla siebie nawzajem 😉 czyli najlepsze towarzystwo oczywiście 🙂 Dziś będzie dzień uważności, medytowanie, bycie tu i teraz, nacieszanie się wszystkim 🙂 Bo wiadomo, że najlepsza medytacja to taka kiedy robi się wszystko uważnie i z miłością i radością 🙂 myje zęby, pije, je, chodzi.. 🙂 Bo właśnie ta chwila jest jedyną, którą mamy 🙂 jedyną, w której naprawdę żyjemy 🙂 jedyną, którą możemy celebrować, którą możemy się nacieszać 🙂 Chcemy wykorzystać każdą cenną chwilę naszego życia, bo nigdy nie wiadomo ile ich zostało.. Dziękujemy! 🙂

5 myśli nt. „Bambi na prywatnym kempingu”

  1. Super. Chętnie przeniosłabym się tam, chociaż na kilka godzin. Pozdrawiam i tęsknimy za wami. Dzieci tylko mówią ciocia Gosia, bo mamy wasze zdjęcie na lodówce. BUZIAKI

    1. Ciocia Gosia i wujek Grzesiu przytulają i buziakują na odległość Mikołaja i Oliwkę 🙂 Też za Wami tęsknimy 🙂 Zaczyna Wam się piękna złota jesień – korzystajcie 🙂

    1. Wydajemy około 20$ na dobę na 2 osoby. Przynajmniej tak nam wychodzi średnia po 2 miesiącach podróżowania. Do tego jeszcze koszt biletów lotniczych, sprzętu kempingowego, ubrań, szczepień, elektroniki, wizy.. sporo jest wydatków, ale warto 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.