Brr.. Lodowce

30 lipiec godz. 14:22 (USA)

Edna pożegnała nas czule, dała wizytówkę, powiedziała, że za podziękowanie wystarczy uśmiech i że jak będziemy wracać to, że koniecznie też musimy wstąpić 🙂 Dała nam jeszcze wodę na drogę i pojechaliśmy w siną dal 😉 Przejechaliśmy tego dnia 45 km. Pogoda była różna, ale na szczęście nie padało 🙂 Wiał bardzo mocny wiatr i przewiewało nawet kurtkę, więc Grzesiek dał mi swoją koszulkę termiczną 🙂 W końcu zbliżaliśmy się coraz bardziej do lodowców. Widoki były przepiękne, ale zmęczenie dawało coraz bardziej znać o sobie przez ten wiatr, więc dojechaliśmy do Portage Valley – kempingu za  30$ za noc. Na szczęście z gorącym prysznicem i jak się rano okazało z internetem. Tu aż tak nie wieje, ale ubrałam drugie spodnie pod spód na wszelki wypadek i zimową czapkę. Mam nadzieję, że sklep w Whittier nie będzie tylko stacją benzynową, bo fajnie by było coś kupić do jedzenia, bo nasze zapasy się kończą. No i miło by było zjeść coś innego niż ryż z soczewicą 😛 A najtańsza wege-pizza kosztowała 60 zł a kanapka w Subway’u 30zł. A nie jest to nasze ulubione jedzenie, żeby aż tyle za to płacić, więc raczej będziemy sami gotować. No to jedziemy dalej zobaczyć widoczki 🙂 Do kolejnego napisania..