Denali.. szykuj się.. nadciągamy

15 sierpnia godz. 19:31 (USA)

Jedziemy właśnie z Markiem jego kamperem 🙂 Sam podszedł do nas na stacji benzynowej, żeby zapytać czy nie potrzebujemy podwiezienia 🙂 To już tego dnia piąty stop, a w tej podróży szósty 🙂 Wczoraj podwiózł nas Andrew do Wasilla (40 mil dalej niż planował jechać), a cieszylibyśmy się gdyby tylko nam udało się wyjechać z Anchorage 🙂 Z okazji, że nas podwiózł pod Freda Meyera (a są tu najtańsze wegańskie jedzonka), kupiliśmy sobie Tofurky wędlinę z pieprzem, była też kiełbasa Polka 🙂 ale woleliśmy wędlinkę. Rowery zostawiliśmy w komisie i miejmy nadzieję, że szybko znajdą nowych właścicieli 🙂 Ciężko było się przedrzeć przez miasto z plecaczorami na plecach bez przyczepki 😛 Dobrze, że mnie mężuś tak odciążył i dostał mi się tylko taki plecak, jaki jestem w stanie jakiś czas ponieść 🙂 Poszukiwanie noclegu zajęło nam jakiś czas, przeszliśmy kilka kilometrów i było już całkiem ciemno, zanim znaleźliśmy miejsce na domek w lesie pełnym grzybów. Kolejny raz mnie zdziwiło czemu oni nie zbierają tych grzybów 😛 tylko ślimaki je zjadają albo ze starości się psują.. W domku było bardzo fajnie, ale krótko spaliśmy i zebraliśmy się na dalszą wyprawę 🙂 Najpierw zabrał nas pan, który zajmuje się budowaniem, potem dwóch wyluzowanych chłopaków z psem, z których na szczęście tylko jeden (nie kierowca ;)) palił jointa po drodze i mówił, że Alaska to nowy Amsterdam 😉 i gdzie można kupić legalnie zioło 😛 Ogólnie na Alasce co chwilę czuć zapach konopny, więc chyba sporo ludzi używa tego poprawiacza humoru 😉 My grzecznie podziękowaliśmy i za chwilę byliśmy już przy sklepie z podobno pysznymi lodami (ale nie wegańskimi, więc zrobiliśmy sobie makaron z soczewicą i łapaliśmy stopa dalej). Zatrzymał się rybak, który pływa na statku potrafiącym złowić za jednym razem 50 tyś. funtów ryb – na zdjęciu było ich bardzo dużo.. Opowiadał też jakie dobre jest mięso z łosia i niedźwiedzia, ale po info o tym, że my weganie, powiedział, że jagody też są pyszne 🙂 Jedliśmy już nie raz na szlaku, więc potwierdziliśmy, że są smakowite 🙂 W ogóle jagody są tu gigantyczne! takie jak u nas borówki, mają wielkie krzaki, niektóre większe niż ja i wielkie owoce 🙂 Myślałam szczerze mówiąc, że przez to, że tu tak zimno, nic prawie tu nie rośnie albo jakieś małe roślinki, ale nie pomyślałam o tym, że latem jest tu dzień polarny i rośliny mają w ciągu dnia bardzo długo światło i możliwość wzrostu. Przez to są naprawdę duże.. i mocniej pachną niż u nas.. no bo mają większe kwiaty 🙂 Jest tu pełno krzaków dzikich róż (tych różowych), które uwielbiam, a tu pachną jeszcze mocniej i mają wielkie kwiaty 🙂 Ale wracając do stopa, pogoda dziś była taka, że łapiąc stopa aż się rozebrałam do krótkiego rękawka (Ci co mnie znają wiedzą jaki ze mnie zmarzluch) co mi się na tej wyprawie zdarzyło pierwszy raz 🙂 Jadąc dalej zaczął padać, a następnie lać deszcz, tak że wycieraczki nie nadążały zbierać wody.. Mieliśmy być podwiezieni tylko kawałek, ale nasz wybawiciel nie miał sumienia nas zostawić w taki deszcz, więc znów kolejna osoba nas podwiozła dużo dalej niż planowała 🙂 i jeszcze dostaliśmy wodę 🙂 Jak my się odwdzięczymy temu światu? chyba miłością i radością 😉 Jak uciekliśmy na chwilę od deszczu, szybko ubraliśmy kurtki i spodnie i buty przeciwdeszczowe (chwilę byliśmy nawet w sandałach :D) i już za chwilę padało, a my dalej łapaliśmy.. Staliśmy 15 minut w deszczu i nic, więc stwierdziliśmy, że idziemy szukać noclegu.. i wtedy widząc nadjeżdżający samochód, machnęłam kartką od niechcenia.. i.. zatrzymał się 🙂 Podwiózł nas niedaleko na stację benzynową, ale znów uciekliśmy od deszczu.. zjedliśmy makaron.. i podszedł do nas Mark 🙂 A teraz w międzyczasie jak to piszę, byliśmy na tarasie widokowym i widzieliśmy szczyt Denali od strony południowej 🙂 Wielka szpiczasta góra, ale nawet nie przykryta chmurami, ale się nam udało 🙂 Jeszcze widzieliśmy trzy łosie przy drodze, w tym dwa malutkie i gigantyczną tęczę (dużo większą niż w Polsce – to chyba dobry znak :)). Chyba nam się uda już dziś uciec od deszczu i jutro się wybrać na szlak. Właśnie wyjechaliśmy z Denali Park i jedziemy obok niego, ale jutro znów do niego wejdziemy albo wjedziemy 🙂 Zobaczymy 🙂