Jak uciekaliśmy przed mrozem..

2 wrzesień, godz. 8:44 (Kanada!)

🙂 Już nawet za Whitehorse 🙂 a wczoraj jeszcze przy zabitych dechami opuszczonych domach (pewnie z czasów gorączki złota) w miejscu gdzie droga odchodziła na lewo do Chicken a prosto do granicy kanadyjskiej. Tylko Jared był na tyle odważny, że zawrócił po nas:) Jak przejeżdżał obok nas powiedziałam Grześkowi, że na pewno się wróci po nas, takie rzeczy się czuje (albo takie osoby się przyciąga) i miałam rację 🙂 Taka to siła przyciągania 🙂 jestem czarodziejką ;D Droga z Delta Junction była na maksa trudna dla autostopowiczów.. 12 i 13 kierowca, który nas zabrał to dwóch miejscowych z psami, którzy jechali tylko kilka km do domu, ale to zawsze coś 🙂 Jeden z nich (archeolog) opowiadał o tym jak znalazł swojego obecnego psa 3 lata temu kiedy jechał do lasu pogrzebać swojego poprzedniego psiego druha.. ten którego znalazł był tak mocno ranny, że też wyglądał jakby niedługo miał przeżyć, a teraz ma już tyle czasu wiernego przyjaciela 🙂 nic się nie dzieje bez przyczyny 🙂 Pan poczęstował nas też w swoim domu w środku lasu wodą z kranu z lodowca, a już prawie nie mieliśmy zapasów 🙂 i miał fajnego kota do głaskania 😉 Kolejny chłopak po czekaniu przez cały dzień zawiózł nas w okolice rzeki, więc tam też na szczęście z wodą nie było problemu 🙂 A stamtąd jak szliśmy z plecakami zabrało nas młode małżeństwo z kamperem, w którym siedzieliśmy bez butów i mieliśmy zapięte pasy 😀 bardzo kulturalnie 🙂 Opowiadali nam, że jadą sobie przez kolorowy las, mało samochodów jeździ, nie ma nikogo.. i nagle.. my! 😛

Zawieźli nas do miejscowości Tok, gdzie nawet był normalny sklep z bananami w promocji i zieleniną 😀

Plusem wyczekiwania cały dzień przy drodze na stopa, kiedy praktycznie nic nie jeździło drogą, a w naszą stronę to już w ogóle 😉 było:

  1. ładna pogoda – przez cały czas świeciło słońce, tylko malutkie chmurki się pojawiały od czasu do czasu 🙂
  2. kontemplacja przyrody 🙂 nawet przy samej drodze – cisza, spokój, śpiew ptaków
  3. nadrobienie zaległości kundelkowych 😉 (ebooki na kindle)
  4. dużo czasu na bycie tu i teraz, uważność, mindfulness, cieszenie się świeżym powietrzem (mimo, że to highway ale praktycznie pusta ;P), słońcem na twarzy, pysznym jedzeniem 🙂

Dzięki temu, że było bezchmurne niebo w nocy było na niebie chyba z milion gwiazd 🙂 i zobaczcie co jeszcze nam się udało doświadczyć 🙂

Aurora borealis/The northern lights/Zorza polarna

Jak zobaczyć zorzę polarną na Alasce w sierpniu?

Trzeba mieć chyba takie szczęście w życiu jak my 🙂 Jest przepiękna, mieniąca się i bardzo ulotna 🙂 Gdyby nie to, że było tak zimno w nocy, że prawie zamarzł nam namiot to moglibyśmy tak stać i się nacieszać widokiem nawet całą noc 🙂 jak to mówią – u nas tego nie masz 😉 Stać sobie w środku nocy na środku autostrady i podziwiać zorzę 🙂 takie rzeczy tylko na Alasce 🙂 To jedna z tych chwil, którą pamięta się całe życie 🙂

Jaką drogę wybrać podróżując autostopem przez Alaskę? Dlaczego nie polecamy autostopowiczom Alaska Highway (nr 2)?

Cały czas pocieszała nas myśl, że jak dojedziemy do miejscowości Tok będzie łatwiej, bo tam łączy się z droga z Anchorage z drogą z Fairbanks i obie kierują się do Kanady.. ale nie było łatwiej 😛 Jesteśmy dzielni i jest to nasza życiowa przygoda i nigdzie nam się nie śpieszy 😉 (no może trochę, żeby nie zamarznąć w okolicy lodowca :P) ale jeśli masz mało czasu i jedziesz poza głównym sezonem turystycznym, to może nie być łatwo 😛 chyba, że slow travel, obozowanie w środku niczego, słuchanie ciszy i śpiewu ptaków, łoś podchodzący w nocy pod sam namiot, dużo czasu na gadanie, czytanie, medytowanie i ogólnie nacieszanie się życiem jest Twoim marzeniem 🙂 wtedy to jest idealna droga dla Ciebie 🙂 Jest to jedna wielka niewiadoma.. gdzie będzie następny sklep, woda, ile się uda dziś przejechać, gdzie będziemy spać 🙂 Spontaniczność na maksa i doświadczenie tego, że życie jest nieprzewidywalne 🙂 i że ma tyle do zaoferowania takim ludzikom jak my 🙂 Jak jest dobra pogoda to nawet z mega ciężką kreaturką na plecach idzie się bardzo przyjemnie 🙂 Zresztą co to znaczy dobra pogoda? 😛 Podobno nie ma złej złej pogody tylko można być źle ubranym 😉 Nawet jak pada, to też jest spoko, tylko mniej rozległe widoki 😉 Nie ma żadnego ciśnienia! 🙂 Jak się to zrozumie, to myślę, że każda życiowa podróż stanie się dużo przyjemniejsza 🙂 Nigdzie nie musimy biec w życiu! (chyba, że chcemy i lubimy :D), nie musimy się śpieszyć, nie musimy się zaharowywać, nic nie musimy.. nawet umrzeć.. po prostu umrzemy.. więc tym bardziej skoro wszystkich nas to czeka, to cieszmy się póki jesteśmy! 🙂 Życie jest proste! Jesteś głodny – zjedz coś, chce Ci się pić – to się napij, jesteś zmęczony – to odpocznij! 🙂 Nie bądź sam dla siebie katem, jak w obozie koncentracyjnym.. Uczymy się na tym wyjeździe kochać i szanować nasze ciało i doceniać, że jest 🙂 Staramy się karmić je najlepiej jak się da, dawać czas na odpoczynek i przede wszystkim dawać głowie odpoczywać! 🙂

Druga noc w Tok była tak zimna, że aż zamarzł nam namiot nad ranem 😛 ale na szczęście w środku w naszych wszystkich workach (zwanych roboczo kiszkami :P) było ciepło i przyjemnie 🙂 Teraz już spaliśmy nawet w docieplającym wewnętrznym śpiworku, oprócz płachty na zewnątrz 🙂 Super, super.. słońce super, gwiazdy też.. ale ten mróz to nie jest to co Napieraj-ki lubią najbardziej, więc bardzo już chcieliśmy się ruszyć gdzieś dalej niż 10 mil dziennie 😛 (na rowerze nam lepiej szło :P) Zaczęliśmy dzień od trailu quadowego nazwanego przez nas – szlakiem spalonych drzew. Jakiś wielki pożar był tutaj jakiś czas temu, bo już poodrastały małe brzózki i było całkiem zielono 🙂 O dziwo było mi aż za gorąco! Słońce grzało, mało cienia, ciężkie plecaki i rzeka z wodą za 5 km! 😛 Kto był w takiej sytuacji, ten wie jak ten czas się wydłuża i jak można kontemplować 😉 Kiedy doszliśmy do Tok River, okazało się, że jest tam też kemping, więc usiedliśmy na ławce, wypiliśmy wysoko-zmineralizowaną (czytaj z mułem rzecznym ;)) herbatę, zjedliśmy owsiankę i ruszyliśmy na podbój szosy 🙂 Zleźliśmy jeszcze parę kilometrów i stanęliśmy w miarę dobrym miejscu, z którego zabrał nas Jack (ze swoim mega sympatycznym amstaffem) parę kilometrów, na skrzyżowanie dróg i pojechał do Chicken. Nie zdecydowaliśmy się tam z nim pojechać, bo skoro na głównej drodze jest masakra, to co dopiero w jakimś kurczaku poza sezonem 😉 Staliśmy i staliśmy i staliśmy i na pewno 90% ludzi jechało do Kanady bo tam nic innego już po drodze nie było (a jechali głównie kamperami), ale z jakiegoś powodu nikt nas nie chciał wziąć 😛 Ale jak zwykle w takiej sytuacji mówiliśmy sobie, że czekamy na właściwą osobę 🙂 bo my nie jeździmy z byle kim 😉 Jak przejechał bordowy Jeep to powiedziałam Grześkowi – zobaczysz, za chwilę po nas wróci.. bo tak jakoś czułam 🙂 Chwila przeciągnęła się jakiś czas, tak że już mieliśmy się powoli zbierać, bo już się robiło zimno, a tu nagle przyjechał Jared 🙂 Chyba już 17 nasz kierowca 🙂 Ale on naprawdę nas wybawił z opresji 🙂 Nie wiem czy nikt nas nie chciał wziąć, bo granica i się bali co wieziemy.. w każdym razie w końcu się udało 🙂 i żeby jeszcze nam podziękować za odwiedziny Alaska przed samym przejazdem przez granicę dała nam prezent 🙂 Zobaczyliśmy niedźwiedzia! przy samej drodze 🙂 czarnego i szybkiego 🙂 tak że tylko parę sekund się nacieszałam widokiem, ale Grzesiek siedząc z przodu widział go dłużej 🙂

Canada Border

Pani na granicy spytała tylko czy nie mamy broni itd., czy pierwszy raz w Kanadzie, a o jedzenie nic, mimo że mieliśmy całą listę tego co wieziemy łącznie z przyprawami. I tak jeszcze 1 września udało się nam dotrzeć do Kanady 🙂 Jared jechał tego dnia do Whitehorse, gdzie dotarliśmy o północy, a według kanadyjskiego czasu – o 1:00 w nocy. Bał się trochę o nasze spanie w namiocie, bo Kanada oprócz pięknych jezior, gór i kolorowych drzew przywitała nas nieustającym deszczem 😛 Wyjechaliśmy w kierunku lotniska na jakąś boczną drogę i poszliśmy spać – Jared w samochodzie, my do naszego domku 🙂 A rano znów razem zwiedzamy Kanadę, ponieważ Jared jedzie do.. Kolorado.. bo tam mieszka 🙂 Aż tak go chyba nie będziemy nadwyrężać 😉 ale już dzięki niemu przejechaliśmy tyle kilometrów, że te ostatnie dni poszły w zapomnienie 🙂 Jak to zwykle bywa, też jeździł stopem po USA i wie jak to jest 🙂 Słucha bardzo fajnej muzyki, a wczoraj nawet słuchaliśmy naszej składanki weselnej, jak się jego muzyka skończyła 😀 Bezcenne – jechać przez Kanadę z nowo poznanym ludziem i słuchać polskiej muzyki. Podobało mu się bardzo Pogodno – Uśmiech się i Domowe melodie – Brzydal 🙂 A teraz sobie jedziemy dalej przez Kanadę, zwiedzamy przez szybę, bo prawie cały czas pada, oglądamy kolorowe liście na drzewach, góry, jeziora.. kto wie może jakiś grizzly się trafi 😉 wybieraliśmy nawet wspólnie trasę, którą chcemy jechać 🙂 Jest bardzo fajnie 🙂 ciepło mimo deszczu, widoki się zmieniają jak w kalejdoskopie, zobaczymy gdzie dziś uda się nam dotrzeć 🙂 Trzeba przyznać, że mamy szczęście do ludzi, których spotykamy na swojej drodze 🙂 Jesteśmy bardzo wdzięczni wszystkim, którzy nam do tej pory pomogli w naszej podróży 🙂 Jak to dobrze być tu i teraz 🙂 dziękujemy! 🙂

4 myśli nt. „Jak uciekaliśmy przed mrozem..”

  1. Cieszę się że udała się wam ucieczka przez zimnica:) czyta się super wasze posty a widoki ze zdjęć są przefajne:D pozdrawiamy i trzymajcie się Ciepło:)

    1. Ucieczka wciąż trwa 😉 Jak tak dalej pójdzie to w tym roku rekordowe ochłodzenie klimatu w całej Ameryce 😛 (to chyba nasza zasługa 😉 ) Przesyłamy dużo przytulania i uśmiechów 🙂

  2. Super że udało się wam zobaczyć zorzę. Na żywo jest pewnie niesamowita. Powodzenia w dalszej drodze.

    1. Zorza jest przepiękna 🙂 Warto zobaczyć na żywo 😛 Też nam się to wydawało niemożliwe latem a jednak 🙂 pozdrawiamy i czekamy na spotkanie w USA 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.