Jak w domu

29 lipca godz. 12:06 (USA)

Wyspaliśmy się super, rano jak wstaliśmy Edna zapytała się nas czy chcemy zrobić pranie 🙂 Tego nam było trzeba, bo przez ten deszcz nie mieliśmy jak go wysuszyć, więc praliśmy na razie tylko bieliznę. Zjedliśmy pyszne śniadanko, na które składała się owsianka z owocami, orzechami i syropem klonowym, do tego jabłka, banany, grzanki z dżemem winogronowym, herbata owocowa i kawa 🙂 Po śniadaniu chwilę rozmawialiśmy o naszych rodzinach. Dzisiaj jest już trochę gorsza pogoda ale na razie nie pada więc spróbujemy za chwilę się ruszyć dalej. Jesteśmy bardzo wdzięczni za tę gościnę i nie za bardzo mamy jak się odwdzięczyć. Nie mamy jak zrobić czegoś polskiego do jedzenia bo jedyne co teraz mamy to ryż, soczewicę i fasolkę. Ale staramy się jak umiemy: uśmiech, dobre słowo, ciekawa rozmowa 🙂 (to chyba uniwersalna zapłata). Cały czas trudno nam uwierzyć, że tak nam się trafiło 🙂 Szczytem naszych marzeń był prysznic (nawet nie ciepły), coś do jedzenia i  możliwość przeprania w rękach naszych rzeczy i wysuszenia. A tutaj super łazienka, ręczniki, wielkie łóżko, świeża pościel, pokój tylko dla nas, pralka i suszarka no i pełno pysznego jedzenia! Naprawdę pysznego i naprawdę dużo 🙂 Musieliśmy odmawiać bo już by nam się nie mieściło 😉 Cóż więcej mogę napisać – life is good 🙂