Pan Łoś

13 sierpnia godz. 12:15 (USA)

Właśnie zjedliśmy pyszną organiczną tofucznicę z cebulką, masłem orzechowym crunchy i nanami togarashi 🙂 Dzisiaj się wyspaliśmy, chwilowo nawet nie pada, więc zapowiada się kolejny wspaniały dzień 🙂 Jak wracaliśmy z Safewaya po północy bo nie doczekaliśmy się, żeby przestało padać, ulice były płynącymi rzekami, praktycznie całkowicie opustoszałe.. Gottfried radził nam, żebyśmy zostali tam na noc bo jest czynne całą dobę, ale jakoś pewniej czujemy się pośrodku niczego (w sensie lasu), niż w markecie. Zjeżdżaliśmy szybko z dużej górki, deszcz mocno lał, omijaliśmy slalomem największe rzeki wody, właśnie powiedziałam, że ulice są tak całkowicie puste (mimo, że trzy pasmowe), że nie widać żywej duszy.. i nagle.. Grzesiek zahamował tak, że praktycznie na niego wjechałam (po ciemku jadę z tyłu bo mam czerwone mrugające światełko, a Grzesiek białe :P).. i pokazał mi gigantycznego! łosia (Pana Łosia z wielkim porożem), na którego praktycznie wjechaliśmy bo było tak ciemno, że go zauważyliśmy jak byliśmy kilka metrów od niego.. Nie wiem kto był bardziej zaskoczony tą sytuacją.. Pan Łoś z przerażeniem odskoczył swoim niezgrabnym truchcikiem kilka metrów i stanął swoim okazałym porożem w naszą stronę.. i czekał.. Myślę, że bardzo go wystraszyliśmy bo wzięliśmy go z zaskoczenia.. Pomyślał pewnie – co za świry tu jeżdżą w środku nocy.. nawet w taką pogodę nie można się spokojnie przespacerować.. Postanowiliśmy już nie podjeżdżać bliżej, żeby się przyjrzeć czy ma uszy do góry i jest nami zainteresowany, czy raczej uszy po sobie i szykuje się żeby nas staranować 😛 Podobno na Alasce sporo ludzi zostaje staranowanych przez łosie 😛 Miał zdecydowanie przewagę wielkości i masy, więc oglądając się za siebie, odjechaliśmy jak najszybciej na drugą stronę drogi 😛 Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia 😉 A propos to jedyny człowiek, który był zjedzony przez niedźwiedzia w Denali robił mu zdjęcia jeszcze wtedy kiedy on już do niego podchodził – było to potem widać na jego aparacie – ale chyba nie dostał pośmiertnie nagrody za najbliższe zdjęcie misia. Jak już ominęliśmy łosia dużym łukiem, tak że aż z wrażenia pojechaliśmy za daleko i musieliśmy się cofać, wróciliśmy na miejsce gdzie dzień wcześniej nocowaliśmy, tylko trochę bliżej drogi bo dalej po całym dniu deszczu na ścieżce było bagienko. Wczorajszy dzień był bardzo męczący i cały poświęcony na poszukiwaniu moich spodni (jak na prawdziwą kobietę przystało nie cierpię zakupów! może dlatego, że mam taki niestandardowy rozmiar, a w USA to już w ogóle, że jak wchodzę do sklepu, to najpierw patrzę czy coś w ogóle jest w moim rozmiarze :P). Już nawet lumpeksy w Anchorage mamy obcykane 😉 ale dopiero w sklepie myśliwskim znaleźliśmy pasujące (w miarę :P) na mnie spodnie w rozmiarze dziecięcym L. Oni naprawdę mają świra na punkcie polowania – body dziecięce w leśnym maskowaniu, kostium kąpielowy w leśnym maskowaniu, kombinezon damski w leśnym maskowaniu z różowym futerkiem od wewnątrz.. no i wszędzie wypchane zwierzątka patrzą się martwymi oczami ze ściany 🙁 i pełno broni! do koloru, do wyboru.. Widzieliśmy tatusiów idących z dziećmi na jagody z bronią za paskiem.. w końcu trzeba dbać o bezpieczeństwo rodziny.. no cóż.. Wracając do jeżdżenia po sklepach trafiliśmy między innymi do sławnego REI, w którym czuliśmy się jak małe dzieci w krainie zabawek 🙂 Co chwilę trafialiśmy na coś fascynującego, czego u nas w Polsce nie ma.. był np. malutki namiocik.. dla psa! 😀 Bardzo mnie cieszy, że mam już w końcu te spodnie i już się wczoraj wieczorem przydały 🙂 i będzie można w końcu wyruszyć do tego Denali 🙂 Mamy zapas jedzenia, zapas gazu, nawet swoją prywatną łopatkę do zakopywania nieczystości, w razie potrzeby 🙂 Trzeba tylko jeszcze sprzedać rowery i przyczepkę, bo jednak przesiadamy się na autostop, żeby trochę ułatwić naszą podróż w wysokie góry i żeby aż tak bardzo nie przedłużać naszego pobytu, bo dziś mijają trzy tygodnie jakie planowo mieliśmy tu spędzić. Widzieliśmy wcześniej, że jest tu trochę miejsc, w których można sprzedać używane rzeczy. Mam nadzieję, że nam się uda bez problemu za jakąś rozsądną cenę. To jest plan na dziś. No i jak się uda, to jakiś couchsurfing a jak nie to znalezienie pralni z suszarnią. Zobaczymy co się dziś uda zrealizować, najważniejsze że na razie nie pada, a wczoraj wieczorem było widać praktycznie całe góry, jak jeszcze w Anchorage wcześniej nie widzieliśmy 🙂 Oby to zapowiadało poprawę pogody przed wyjazdem do Denali 🙂

Jeden komentarz do “Pan Łoś”

Możliwość komentowania jest wyłączona.