Pierwszy stop z kobietą i wegańska zupa :)

10 października 10:52

Wydawało mi się to niemożliwe a jednak w końcu u nas jest cieplej niż W Polsce 😀 W nocy było tak ciepło, że spałam w samych majtkach i koszulce 😀 no i śpiworku 😛 normalnie jest jak jakieś lato 😉 w dzień, jak świeci słońce jest całkiem ciepło 🙂 a jak przychodzi nagle ni stąd ni zowąd mgła (to jest moment 😛 ) robi się kilkanaście stopni przez wilgotność i wiatr.. Ale najważniejsze że nie pada! 🙂 a padało codziennie non-stop przez cały tydzień, przez który większość czasu przesiedzielibyśmy, żeby całkowicie się nie przemoczyć u Freda Meyera ;P jak to dobrze, że jest tam w miarę ciepło (jest co prawda klima i trzeba siedzieć w kurtce, ale i tak dużo cieplej niż jak człowiek jest całkowicie mokry i wieje wiatr 😛 ), jest internet, jest prąd, jest jedzenie 🙂 cóż nam więcej trzeba? 😉 hmm.. może ruszyć się w końcu w kierunku Redwood?!? a nie wyczekiwać moment kiedy.. mniej pada, a nie leje, żeby móc przejść z Freda 2 km do naszego miejsca na domek.. Ale przyroda na szczęście zrozumiała naszą potrzebę ucieczki z Freda, gdzie już chyba wszyscy nas znali 😉 i w końcu.. przestało lać.. Dalej była mżawka, mgła i chmury.. ale przecież to idealna pogoda by podróżować ;D Tak więc bez żalu opuściliśmy Freda i zaczęliśmy łapać stopa dalej 🙂 Z wcześniej opisywanego Tillamook udało się nam dotrzeć po 3 dniach (bo też padało) 2 stopami do Newport w przerwach między deszczem 🙂 I tam właśnie utknęliśmy na 5 dni 😛 Ale nam się spodobało 😉 Na szczęście zabrali nas stamtąd bardzo sympatyczni ludzie mniej więcej w naszym wieku, którzy poznali się w 2 dni wcześniej no couchsurfingu i postanowili sobie razem podróżować wzdłuż wybrzeża 🙂

Byliśmy im bardzo wdzięczni, że w końcu dzięki nim udało nam się uciec z Newport 🙂 Przewieźli nas ze 30 km do kempingu, gdzie zostawali na noc, a my dalej łapaliśmy i po chwili zatrzymał się jeden z mieszkańców Yachats wracający do domu i wziął nas ze sobą 🙂 Próbowaliśmy jeszcze chwilę łapać, ale niedługo się miało ściemniać, więc zaczęliśmy szukać miejsca do spania.. Przez chwilę nawet zastanawialiśmy się nad kempingiem, ale był jak zwykle bez prysznica, a kosztował.. 26 $ ! więc zrezygnowaliśmy i poszukaliśmy sobie miejsca niedaleko drogi, ale trzeba było wstać o 5 rano i się zbierać dalej.. Poszliśmy zobaczyć wschód słońca, bo noc była gwieździsta, ale nic nie zobaczyliśmy oprócz mgły i chmur i kawałka oceanu 😉 ale chociaż nie padało 😀

Jak to się zmieniają człowiekowi priorytety pogody w podróży 😉 Nie leje = super pogoda 😀 a że nie widać prawie żadnych widoków – no cóż.. może za jakiś czas będzie widać.. albo jak dotrzemy gdzieś dalej 🙂 Zrobiliśmy sobie jedzonko i zaczęliśmy łapać stopa dalej, a że nie szło nam za bardzo obserwowaliśmy Japończyków (chyba) ze sprzętem fotograficznym próbujących ponad godzinę ustrzelić dobre zdjęcie.. stali tak i czekali na dobry moment.. a on się nie pojawiał.. cóż za cierpliwość ! Była tam bowiem dziura między skałami, do której wpływała woda, wypełniała krater, a potem powinna wystrzelić w górę.. powinna, ale jakoś nie miała ochoty 😛 Chyba po prostu był odpływ albo za małe fale, bo dziura się tylko malutko wypełniała wodą, a inna która według zdjęć miała być „gejzerem” w ogóle się nie wypełniała.. ale nigdy nie wiadomo 😉 Jak już przyjechali tutaj specjalnie dla tej dziury między skałami to nie dadzą tak łatwo za wygraną 😉 Polak już by dawno stracił cierpliwość 😛 Ale wracając do łapania stopa.. miejsce bardzo dobre bo przy tej właśnie atrakcji turystycznej gdzie był duży parking, żeby się zatrzymać, ograniczenia prędkości, więc wszyscy jechali w miarę wolno, dobra pogoda bo nie padało nawet, a my czekaliśmy, czekaliśmy i nic.. Nawet już zdjęcia skończyli robić i pojechali.. a my dalej staliśmy.. Zaczęliśmy się zastanawiać o co chodzi w tym Oregonie? Czy tu mają jakiś zakaz brania autostopowiczów? Czy tu jacyś autostopowicze mordercy grasowali i to nagłośnili w tv 😉 prawda jest taka, że w tym stanie idzie nam bardzo kiepsko bez względu na pogodę, miejsce stopowania i to czy trzymamy kartkę, czy łapiemy tylko na kciuk.. w sumie zabierali nas tylko przyjezdni.. Zagadka ta rozwiązała się w końcu, ale o tym w dalszej części wpisu.. A tutaj nawet w końcu nas ktoś zabrał.. na pakę 🙂 i zawiózł do następnego Freda do Florence 😛 a tam za marketem wielkie wydmy z piachu! 🙂 trochę sobie po nich pospacerowaliśmy – były bardzo ładne 🙂 ciekawe skąd się tam wzięły bo do oceanu było daleko, a dookoła nich był las..

Poszliśmy zrobić zakupy i robiliśmy sobie jedzonko na dworze, kiedy podszedł do nas starszy pan, trochę jak Bob Marley i zaprosił do siebie na wegetariańską zupę 🙂 więc jak skończyliśmy gotować to poszliśmy 🙂 i dostaliśmy wegańską 😀 zupę z czarnego ryżu i fasoli z kukurydzą w puszce po jakiejś konserwie 🙂 i do tego surówkę z sałaty, kiełków, jabłek, marchewki i pysznym octowym sosem 🙂

Fajna idea takiego autobusu, który przyjeżdża tam w każdą sobotę i niedzielę, ale widać że mają też tutaj dużo takich osób potrzebujący w takim razie..

Po zjedzeniu obiadku zszywaliśmy Grześka kurtkę i wtedy podeszła do nas pani, która tam kosiła trawę i dała nam 20 $ na obiad 🙂 chyba wyglądaliśmy na całkiem przyzwoitych bezdomnych – hihi 😉 Tego dnia udało nam się złapać stopa do Coos Bay ze starszym panem, który się bardzo przejmował gdzie będziemy spać i czemu akurat tam chcemy jechać.. a to dlatego, że okazało się to całkiem sporym miastem.. większym niż się spodziewaliśmy.. po drodze pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie, ponieważ cały czas jechaliśmy drogą 101 wzdłuż wybrzeża.. świeciło słońce i schodziło coraz niżej nad ocean, a za chwilę pojawiała się nieprzenikniona mgła, tak że nie było prawie widać samochodu zaraz przed nami, nie mówiąc o widoku na ocean 😉 Jakoś mimo strachu naszego kierowcy udało nam się znaleźć spokojne miejsce do spania bez niedźwiedzi i innych złych sworzeń 😉 tylko hałas samochodów się niósł znad rzeki na naszą górkę, jak samochody przejeżdżały przez kratkowaną podłogę mostu, który kiedyś się chyba podnosił 😉

Wieczorem zjedliśmy za pieniądze od Pani przepyszny organiczny czerwony winogron – bo winogron jest na liście parszywej 12 (znacie tą listę? jest to lista produktów, które muszą być koniecznie jedzone organiczne/z własnego ogródka, żeby nie bolał po nich brzuszek, ponieważ kumulują w sobie najwięcej pestycydów, tzn wśród roślin, bo w mięsie jest ich jeszcze więcej, bo zwierzęta hodowlane jak wiadomo jedzą rośliny ;P )

1. jabłko
2. seler
3. truskawka
4. brzoskwinia
5. szpinak
6. importowana nektarynka
7. winogrona
8. papryka
9. ziemniak
10. jagoda/borówka amerykańska
11. sałata
12. zielony jarmuż czy też kapusta włoska taka marmurkowata

Lista ze strony http://www.pepsieliot.com/jestes-z-polski-nie-masz-wyjscia-musisz-zostac-wegetarianinem/ którą serdecznie polecamy 🙂 i można ją też znaleźć w książce „Dieta roślinna na co dzień” Hever Julieanna, która jest najlepszą książką dla początkujących wegan/pasjonatów kuchni roślinnej 🙂

Wracając do winogronu jest tutaj bardzo drogi, więc jedliśmy go pierwszy raz 😀

A na śniadanko najpyszniejsza na świecie surówka z organicznego jarmużu, papryki czerwonej i pomidorka malinowego, plus nieorganiczne awokado – z listy szczęśliwej piętnastki 😀 na której są produkty właściwie odporne na pestycydy:

1. cebula
2. słodka kukurydza (uwaga musi być nie GMO)
3. ananas
4. awokado
5. asparagus
6. słodki zielony groszek
7. mango
8. oberżyna/bakłażan
9. melon
10. kiwi
11. kapusta
12. arbuz
13. bataty (słodkie ziemniaki)
14. grejpfrut
15. grzyby

Uwielbiamy takie sałatki 🙂 i jarmuż, który nie jest pryskany jest bardzo smaczny, nawet całkiem na surowo, bez gotowania na parze choćby kilka minut, bo nie jest w ogóle gorzki! a jest najzdrowszym pokarmem na świecie, bo ma największą gęstość energetyczną według skali ANDI (znacie? 😀 można o niej poczytać na stronie http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-oszczedzac-na-jedzeniu-czyli-optymalizacja-eksploatacji/ którą też polecamy 🙂 lub w wyżej wymienionej książce 🙂 ) i polecamy każdemu, dla dobra swojego zdrowia, żeby się z nim zaprzyjaźnił 🙂

Po śniadanku dalej łapaliśmy stopa rozmawiając jak to ciężko w Oregonie i że kobieta nas jeszcze żadna nie wzięła na stopa (oprócz jednej w Słowenii, do której podeszliśmy na stacji benzynowej i okazała się być.. Polką 😀 ) i jakie to ludzie robią śmieszne miny jak nas nie chcą zabrać, albo jakie dziwne rzeczy nam pokazują 😛 ale o tym to by chyba lepiej film nakręcić.. 😉 kiedy nagle na stacji benzynowej niedaleko której łapaliśmy zatrzymuje się samochód i na nas trąbi.. ja stoję dalej koło plecaków, a Grzesiek idzie pogadać 🙂 Pierwszą kobietą nie zagadaną przez nas wcześniej, która chce nas zabrać na stopa jest Amanda 🙂 zawiezie nas do Port Orford, ale najpierw jeszcze wjedzie na chwilę coś załatwić do domu.. A może by tak zapytać o prysznic.. rozmawiamy sobie między sobą, kiedy po chwili rozmowy skąd jedziemy, dokąd, jak długo itd. sama proponuje, żebyśmy wzięli prysznic i zrobili pranie jeśli chcemy 🙂 bo wie jak to jest kiedy człowiek śpi pod namiotem na amerykańskich kempingach bez ciepłego prysznica.. szczególnie jak się jest kobietą.. Zgadzam się z Tobą Amando całkowicie 🙂 Po chwili odwiedzamy naszą wybawicielkę w jej domu, stajemy się bardziej ludzcy i dużo ładniejsi 😉 Po prysznicu i  ogoleniu pijemy soczek pomarańczowy i jesteśmy gotowi ruszyć dalej 🙂 Przywiozła nas do siebie do domu i nie dość, że nie wycięła nerki (a zna anatomię bo jest pielęgniarką i ma dużo medycznych książek 😉 ) to jeszcze poratowała prysznicem, dała pełno suchych ręczników, napoiła i nakarmiła – jest naszą ulubioną kobietą, która nas wzięła na stopa 😀 Jak to kobieta bardzo dużo nam opowiedziała i dzięki temu wiemy jak drogie są tu studia, bo właśnie studiuje na uczelni wyższej kolejny stopień pielęgniarskiego wtajemniczenia i płaci 25 000 $ rocznie! Czyli u nas można powiedzieć, że faktycznie na dziennych studiach edukacja jest praktycznie za darmo 😛 Wiadomo, że książki, jedzenie, mieszkanie, ale za same studia się nie płaci tyle na szczęście, bo jak czytałam ostatnio np. o weterynarzach w USA to po skończeniu studiów mają średnio 300 000 $ długu! Wyobrażacie sobie to? Jeszcze najczęściej mieszkanie na kredyt, samochód (oczywiście jak największy) na kredyt.. jak oni muszą być bardzo zadłużonym narodem.. Faktycznie chyba całe pieniądze w Ameryce przez american dream są z długu.. Jeśli nie oglądaliście Zeitgeist to gorąco polecamy, aby zapoznać się jak działa system monetarny.. Niestety w Polsce też zaczyna to wyglądać bardzo podobnie.. Ale wracając do Amandy jest rozwiedziona, ale jak to stwierdziła to u nich normalne.. jakie to smutne, że u nas w Polsce też coraz częściej.. Traktuje swoje 2 psy jak swoje dzieci i pytała czy w Polsce też tak jest 🙂 Ale najbardziej się skupiła na naszym bezpieczeństwie w podroży – czy mamy gaz pieprzowy itd. Ona ma zawsze przy sobie gaz pieprzowy, nóż i jeszcze pistolet! I że normalnie nigdy nie bierze autostopowiczów, ale my tak przyjaźnie wyglądaliśmy 🙂 I powiedziała czemu tutaj prawie nikt nie bierze na stopa.. Ponieważ mają ogromny problem z narkotykami, a że tacy ludzie najczęściej łapią stopa, no bo wiadomo nie mają pieniędzy i samochodu. I że jej osobiście się przydarzyło, że jak stała na czerwonym, a kawałek dalej stał ktoś i łapał stopa, podbiegł do jej samochodu i zaczął szarpać za klamkę (ale u nich automatycznie po włączeniu silnika zamykają się drzwi) i jakiś koleś trzy samochody dalej powalił go na ziemię i zadzwonił po policję.. i że podobno tutaj często się takie rzeczy zdarzają.. i czy u nas też taki mamy problem? W sumie my z dużego miasta, ale szczerze mówiąc nie widzieliśmy aż tylu bezdomnych i naćpanych ludzi we Wrocławiu jak tutaj w większych miastach.. U nas chyba raczej ludzie piją, jak sobie nie radzą ze światem.. chociaż dopalacze też coraz popularniejsze.. Ale bezdomnych jest dużo mniej.. może pogoda nie sprzyja.. a może mniej dla nich pomocy niż tutaj.. ciężko powiedzieć.. Opowiedziała nam też trochę o przyrodzie i okolicy i dojechaliśmy do Port Orford 🙂

Stamtąd zabrał nas młody chłopak, który nie wiedział jeszcze gdzie jedzie (chyba po prostu na przejażdżkę) i przywiózł nas do Gold Beach 🙂 Poszlibyśmy na zachód słońca, ale znów wielka mgła przykryła ocean i okolice, więc poszliśmy szukać miejsca na domek 🙂

Udało się całkiem nieźle tak, że nie trzeba było w końcu wstawać wcześnie rano, więc zmęczeni zasnęliśmy już po 20:00 i spaliśmy 12 godzin! 🙂 Ale chyba się zregenerowaliśmy i czujemy się wyspani 🙂 Z ciekawostek – przez deszczowy tydzień spotkaliśmy w pralni 2 chłopaków na rowerze, jeden z Kanady drugi z UK, którzy też jadą na południe i potem znów spotkaliśmy tego z Kanady we Fredzie we Florence i wczoraj znowu go spotkaliśmy w Port Orford 😀 a myśleliśmy, że nam już zwiał daleko 🙂 fajnie się tak spotykamy 🙂 jak starzy znajomi 😉 I jeszcze bardzo fajne jaszczurki spotykaliśmy w lesie jak wędrowaliśmy i w ogóle przed nami nie uciekały tylko sobie beztrosko spacerowały 🙂 a duża dorosła jaszczura zastygła w bezruchu i tylko się na nas patrzyła 🙂 Były przeurocze 🙂 Mają piękne oczy i słodziutkie łapeczki 🙂 sami zobaczcie 🙂

Jak takie malutkie smoki 🙂 A teraz namiot złożony i ruszamy dalej w naszą przygodę 🙂

Oby się dalej udało w miarę sucho 🙂 cieszymy się, że jest słońce 🙂 jest ciepło 🙂 mamy suche ubranka 🙂 jemy sobie pyszne jedzonko 🙂 oglądamy fajne widoki 🙂 albo tajemniczą mgłę 😉 jeździmy sobie na stopa 🙂 albo medytujemy przy drodze łapiąc stopa 🙂 spotykamy samych świetnych ludzi 🙂 uczymy się o Ameryce 🙂 obserwujemy świat dookoła nas 🙂 cieszymy się każdą chwilą 🙂 że możemy sobie spacerować 🙂 oddychać świeżym powietrzem 🙂 oglądać zwierzątka 🙂 przyglądać się ludziom 🙂 rozmawiać sobie z nimi 🙂 uśmiechać się do nich 🙂 no i cieszymy się, że jesteśmy razem 🙂 już 146 miesięcy 😀 i możemy sobie wspólnie podróżować i nacieszać się sobą i tym co nam się przydarza 🙂 i być tu i teraz 🙂 miłością i radością 🙂 dziękujemy! 🙂

6 komentarzy do “Pierwszy stop z kobietą i wegańska zupa :)”

  1. Hej – miło Was znów poczytać :).
    1. Dzięki za listę – nie znałem jej – intryguje mnie warzywo o nazwie „brzoskiew” 🙂
    2. Wydmy wyglądaja jak szlifowane kamienie 🙂
    3. Grześ nie gol się – chce Cię zobaczyć „na drwala”
    4. U nas jak będzie więcej kontrastów to i więcej dragów :/
    5. Kupiliście gaz?

    Pozdrawiamy

    1. Hej 🙂
      1. Kapusta właściwa polna, kapusta polna, brzoskiew – podgatunek kapusty właściwej – taki opis z wiki 😉 może nasze babcie lepiej znały tę nazwę 🙂
      2. Wydmy super – i można po nich jeździć na desce – niestety nie próbowaliśmy 😉
      3. Raczej wersja „na dziada” 😉
      4. Oby nie..
      5. Gaz mamy, ale pieprzowy na misia 😉 przywieziony z Alaski (na szczęście nigdy nie musieliśmy używać)

  2. Oj Gosiu, Gosiu… taka wtopa.
    Te Wasze ‚jaszczurki’ to salamandry. Płazy a nie gady 😛

    A teraz z innej beczki, czemu nie lubicie kukurydzy GMO (poza mitem złego Monsanto)? I generalnie jaka jest Wasza opinia na temat GMO? Tutaj ciekawe porównanie metod ‚produkcji’ odmian roślin: http://gmo.blog.polityka.pl/wp-content/uploads/2012/07/por%C3%B3wnanie21.jpg

    A tak w ogóle to zazdroszczę:P Pozdrowienia spod granicy z Obwodem Kaliningradzkim 😀

    1. Dla mnie „jaszczurka” to każdy mały smok 🙂 wiemy, że to salamandra i że to płaz i żeby inni też wiedzieli wstawiliśmy też zdjęcie tabliczki z parku, że to giant salamandra 🙂 jest niestety niezbyt czytelne bo tabliczka jest już wiekowa 😉 Kukurydzy i wszystkiego innego gmo nie lubimy właśnie dzięki Monsanto i jego wszechobecnemu roundupowi, który kumuluje się wszędzie i pewnie w naszych ciałach niestety też.. o tym, że gmo może powodować alergie i nietolerancje pokarmowe (niektórzy sądzą, że nawet raka) tutaj http://www.pepsieliot.com/czy-twoja-i-dziecka-nadwrazliwosc-na-gluten-ma-zwiazek-z-gmo/ a o tym, że zabija niewinne pszczoły, których np. w USA już prawie nie mają i niedługo sami będą musieli ręcznie sobie swoje wspaniałe roślinki gmo zapylać tutaj http://icppc.pl/autobus/?wpfb_dl=2 Jakimś dziwnym przypadkiem aqrat w kraju, w którym tak się zachwycali gmo zaczęły masowo ginąć pszczoły.. a skoro pszczoły giną, to my pewnie też powoli.. Może ma to związek z gmo, może z pestycydami, które się w nich kumulują, ale dla mnie jest to jedno i to samo.. Poza tym wolę popierać zdrową i bez pestycydów żywność ekologiczną i drobne gospodarstwa lokalne, niż superkorporacje, które żerują na zdrowiu ludzi i zwierząt i zamiast siły miłości kierują się miłością do siły.. A to, że żywność genetycznie modyfikowana ma zapobiec głodowi na świecie, to też niezła ściema.. ale o głodzie na świecie, ekologii i dbaniu o naszą planetę będzie następny wpis, więc pod nim sobie o tym podyskutujemy jeśli będziesz chciał 🙂 Nie ma czego zazdrościć, bo też dużo wspaniałego świata widziałeś 😀 z Zosią niedługo zaczniecie całą rodzinką jeździć dookoła świata 😉 pozdrawiamy z Novato 🙂

      1. „A to, że żywność genetycznie modyfikowana ma zapobiec głodowi na świecie, to też niezła ściema.. ”
        Może gdyby Greenpeace i inni eko-terroryści nie blokowali badań nad złotym ryżem to rok w rok >8 mln dzieci mogłoby nie umierać… A kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt ślepnąć…
        Co do złego i szatańskiego Monstanto, napiszę tylko proste porównanie. Przykład z rynku USA. JEDNA firma z sektora IT jest warta więcej niż CAŁY przemysł GMO. A konkretnie Apple. Jedna firma z IT ma więcej kasy niż cała gałąź przemysłu. Wraz z firmami, które ‚siedzą na kasie’ i mają ‚miliardy, żeby oszukiwać i truć środowisko’.

        Alergie pokarmowe może powodować WSZYSTKO, i dobrze o tym wiemy 😉

        A co do pszczół to jest to bardzo złożony problem. I w moim prywatnym odczuciu większą winę ponosi zanieczyszczenie środowiska wynikające z klasycznych metod upraw roślinności. Nie można zaprezyć, że dzięki używanie odmian GMO znacznie spada ilość nawożonych pestycydów czy nawozów. Do tego spaliny, smog. I za pewne cała masa innych czynników, o których nawet nie wiemy 🙂

        GMO to technologia, to narzędzie. Może zostać wykorzystane zarówno do dobrych jak i do złych rzeczy. A gdybyśmy rezygnowali z nowych technologii z powodu strachu, to dalej byśmy nawet koła nie wymyślili, bo to strach na takim jeździć, bezpieczniej chodzić 😛

        Ps: I tak Wam zazdroszczę! (:

        1. Niezłe z tym kołem :p Też uważam, że w życiu chodzi o rozwój, a nie stanie w miejscu i że nowe technologie są ważne i dobrze, że powstają, ale nie wszystko co nowe jest lepsze 😉 a zanim się to wprowadzi na masową skalę powinno się przeprowadzić badania, które potwierdzą bezpieczeństwo dla ludzi, zwierząt i środowiska, żeby nasze dzieci i wnuki nie miały nam za złe, że im zniszczyliśmy świat, w którym przyszło im żyć i jest to już nieodwracalne.. Nie wiem jakie skutki na dłuższą metę ma gmo i Ty też tegonie wiesz.. nawet twórcy tego pomysłu tego nie wiedzą.. Nie wiem tak samo co siedzi w głowie twórcy Monsanto, ani Ty nie wiesz jakie zamiary mieli twórcy złotego ryżu.. Nie wiemy nawet do końca co siedzi u nas w głowie 😉 dlatego myślę, że ta dyskusja do niczego nas nie doprowadzi.. ja Cię nie przekonam, ani Ty mnie.. żaden z nas ekspert w tym temacie :p ja coś poczytałam i Ty też.. ale to nie nasze doświadczenie życiowe.. nie wiemy jaka jest „prawda”.. jesteśmy tylko ziarenkiem piasku w tej całej pustyni.. każdy z nas kieruje się swoim sercem podejmując decyzje w zgodzie ze swoim sumieniem 🙂

Możliwość komentowania jest wyłączona.