Archiwa tagu: Ptarmigan Lake

Co nam się kojarzy z Alaską?

  1. łosie
  2. szczekający ptaszek
  3. wiewiórki alpejskie, jeżozwierz, ptarmigany, orły, kruki, niedźwiedź czarny, małe myszy 😉
  4. przyjaźni, uśmiechnięci ludzie 🙂
  5. „where are you from”? (skąd jesteście?)
  6. „how are you”? (jak się macie?)
  7. „you are from Holland”? (jesteście z Holandii?)
  8. góry wszędzie dookoła
  9. przestrzeń i cisza
  10. zieloność
  11. rowery i przyczepka
  12. dziury na poboczu
  13. no trespassing
  14. ogromne dzikie róże
  15. samoloty
  16. zapach marihuany
  17. ryk silnika pickupa
  18. gwizd pociągu
  19. close toilet lid
  20. puszka misiowa, specjalne kosze na śmieci i pojemniki na jedzenie
  21. suszarka do prania
  22. leave no trace
  23. wielkie opakowania jedzeniaterazitu.com
  24. Amerykanie chodzący do sklepów w japonkach/klapkach/kaloszach
  25. Clif Bar
  26. lody Ben&Jerry’s i Coconut Bliss
  27. pierwszy lot
  28. zielone i żółte autobusy
  29. rdzenni mieszkańcy Alaski
  30. lodowce
  31. zimno brrr i wiatr
  32. strzelanie
  33. Walmart, Safeway i Fred Mayer
  34. Denali Park
  35. Denali/McKinley
  36. Ptarmigan Lake
  37. jagody
  38. czerwone owocki
  39. Anchorage, Fairbanks, Seward, Wasilla, Healy, North Pole, Delta Junction, Tok
  40. zorza polarna
  41. Kenai Park
  42. kempingi z kibelkiem bez wody i bez prysznica
  43. ryż z soczewicą
  44. mile, stopy itd
  45. dolary, centy, dime
  46. złoto
  47. niebieska lodowcowa rzeka
  48. białe „zielone” światło
  49. wygodne chodniki i ścieżki rowerowe
  50. przyjaźni kierowcy
  51. szerokie, dobre drogi
  52. bardzo szybkie i głośne mówienie
  53. smarkanie w papier toaletowy i ręczniki papierowe (paczka chusteczek w markecie 2 złote a chusteczka po sekundzie do wyrzucenia)
  54. domy z sidingiem, przystrzyżonym trawnikiem i flagą, bez płotu
  55. tryb samolotowy. brak prądu i internetu
  56. poduszki z mchu jak odskocznie
  57. mokre wszystko łącznie z butami
  58. komary
  59. bear spray
  60. magic pants
  61. life is good
  62. „ten plecak jest lepszy niż morele”
  63. „misie pysie kolorowe”
  64. honeymoon
  65. Spenard hostel
  66. backcountry
  67. „nice bikes” i „I like your bikes” (fajne rowery, podobają mi się wasze rowery)
  68. autostop
  69. Alpine trail
  70. Resurrection River
  71. hamak
  72. ognisko
  73. fioletowe tortille
  74. psy jeżdżące obok kierowcy
  75. pęknięta przednia szyba w samochodzie
  76. samochody bez światła, zderzaka, przedniej maski
  77. banany z kropami za darmo/w promocji
  78. puste drogi
  79. ogromna przestrzeń tylko dla nas
  80. Polacy w środku niczego
  81. klucze ptaków lecących na południe
  82. kolorowe liście
  83. ciężarówki over size
  84. duże ilości wojska
  85. drogi internet i ludzie siedzący w marketach z darmowym wi-fi z laptopami
  86. świecące „Open” w oknach

Spotkanie z Polakami w środku dziczy

2 sierpień godz. 11:58 (USA)

Siedzimy w namiocie koło Resurrection River i zaczynamy robić śniadanie. W nocy bardzo mocno padało, że aż ciężko było zasnąć, mimo że w ciepłym i suchym domku namiotowym. Grzegorz był dzielny i mimo deszczu poszedł ściągnąć nasze jedzenie z drzewa schowane przed misiem 😉 Wczorajsze zakupy – udane! 🙂 Zrobiliśmy dużo zapasów na później. Niestety tylko suchy prowiant i puszki bez owoców i warzyw bo możliwości przyczepki i Grzegorza są ograniczone. Z ciekawostek kupiliśmy Oreo z nadzieniem o smaku masła orzechowego 🙂 Dobre, ale oczywiście na maksa słodkie 😛 Przy okazji chodziliśmy po sklepie jak najdłużej oglądając wszystkie półki, żeby się wysuszyć. Pogoda niestety nas nie rozpieszczała tego dnia, tzn. wczoraj, a nie mogliśmy sobie pozwolić na luksus dnia odpoczynku bo rano zjedliśmy ostatnie zapasy. Wracając wczoraj ze szlaku spotkaliśmy Polaków! W dodatku z Wrocławia, z Biskupina, dwoje z AWFu i profesora Monkiewicza, z którym miałam zajęcia na studiach. Fajne takie spotkanie i to w środku niczego by się wydawało 🙂 Mieli płynąć na Resurrection Bay, ale pogoda pokrzyżowała im plany i dzięki temu udało nam się spotkać (już po tygodniu na Alasce pierwsi Polacy). Chwila miłej rozmowy, zrobiło się tak troszkę domowo 😉 Zaprosili nas do siebie do Wisconsin, ale to za bardzo nie po drodze West Coast 😉 i pocieszyli, że w Seward jest sklep 🙂 Tego nam było trzeba 🙂

Ptarmigan Lake Trail

1 sierpień godz. 11:41 (USA)

   

Whittier niestety nie okazało się przyjazne dla rowerzystów i nas nie wpuściło, bo był zakaz przejazdu przez tunel, a już nam zostało tylko z 7 km. No więc zawróciliśmy i pojechaliśmy w stronę Seward, pogoda była ok, w grubszej wersji ubrań było cieplej, ale bardzo górzyście.. Zaczęły się kryzysy przy wjeździe pod bardziej strome góry. Postanowiliśmy pozbyć się jednego bukłaka wody, to w końcu prawie aż 4 litry. A potem też drugiego i zostały nam w sumie 4 butelki po 250 ml. Ale tam co kawałek na kempingach jest woda, gorzej z jedzeniem. Przejechaliśmy niecałe 40 km i postanowiliśmy iść spać jak się nadarzyła okazja na rozbicie namiotu 🙂 Wstaliśmy chwilę po 6:00 (w niedzielę! :P) i już o 8:00 byliśmy na trasie. Wyczekiwany sklep okazał się niestety tylko barem.. Zjedliśmy już tego dnia na śniadanie soczewicę z ryżem, a później na obiad też. Obiad w pięknych okolicznościach przyrody – nad Lower Summit Lake 🙂 Została nam już tylko jedna porcja na kolację, no i ponad 70 km do Seward, gdzie już na pewno ma być sklep. Będąc w takiej sytuacji postanowiliśmy na Upper Summit Lake zjeść coś w tej restauracji, pojechać jak najdalej damy radę, zjeść resztę jedzenia na śniadanie i dojechać w końcu do Seward. Zjedliśmy najdroższą pizzę w naszym życiu za niecałe 22$! Była bardzo dobra – z papryką, pomidorami, czarnymi oliwkami, pieczarkami, bazylią, szpinakiem i sosem marinara no i bez sera oczywiście 🙂 Dała nam faktycznie sporego kopa energetycznego – aż taka duża porcja na jeden raz 😉 Tego dnia przejechaliśmy na rowerze.. 84 km! Jechaliśmy z przerwami na jedzenie ponad 12 godzin (niezła dniówka ;)), jak na teren górski to myślę, że wynik niczego sobie 🙂 Żeby zaoszczędzić kasę, którą wydaliśmy na pizzę postanowiliśmy spać na jakiejś górskiej trasie. Jak się okazało wybraliśmy sobie dość hardcorową – Ptarmigan Lake Trail 🙂 Najpierw próbowaliśmy rowerem z przyczepką, ale dosyć szybko okazało się to niemożliwe. Skończyła się utwardzona żwirowa droga, a zaczęły korzenie. Wróciliśmy do startu zostawić przyczepkę i jak się okazało słusznie też rowery. Trasa zajęła nam ponad 2 godziny! Biorąc pod uwagę to, że wyruszyliśmy dopiero po 21:00, to dotarliśmy już prawie o zmroku 😛 Dobrze, że mieliśmy butelkę do odstraszania niedźwiedzi – oczywiście żartuję 😛 Mieliśmy gaz antymisiowy, a butelka była żeby hałasować. Bo po tylu kilometrach na rowerze, idąc teraz przez chaszcze z ciężkimi plecakami, większość pod górę już nie mieliśmy siły gadać przez cały czas. Ale szczerze mówiąc, myślę, że niedźwiedź by się nie przedarł przez te krzaczory. Bo my mieliśmy bardzo duży problem, mimo że szliśmy cały czas „wydeptaną ścieżką” 😛 Była tak zarośnięta, że nie wiem jak często ktoś nią chodzi. Ale dzięki temu mieliśmy nocleg przy naszym prywatnym pięknym jeziorze 🙂 Tylko My, jezioro, ptaki i reszta przyrody 🙂 Świeże powietrze, brak hałasów, tylko szum wody, śpiew ptaków, no i wycie kojotów w nocy 😉 Jest pięknie, jest dziko, jest tak jak sobie wymarzyliśmy 🙂 To jest taka Alaska jaką chcieliśmy zobaczyć 🙂