Archiwa tagu: samolot

Pierwsze Boże Narodzenie poza domem

2 Lutego 2017

Troszkę czasu minęło od ostatniego wpisu i w końcu by wypadało dać znać co tam się u nas działo przez ostatni miesiąc 😉 no więc zacznę od Las Vegas i wspaniałego Huntera 🙂 który był jedyną osobą spośród pewnie ponad stu, do których wysłaliśmy wiadomości na couchsurfingu z prośbą o przenocowanie nas podczas Świąt Bożego Narodzenia i Wigilii 🙂 Wysłaliśmy wiadomości miesiąc wcześniej i do tych osób, które były aktywne przez ostatni tydzień.. Bilans taki, że może ze 3 osoby odpisały, że niestety nie mogą nas przyjąć (miło, że napisali), pełno osób nas skreśliło bez napisania czegokolwiek, a reszta się w ogóle nie zainteresowała.. i tylko Hunter nas uratował 🙂 Byliśmy mu baaaardzo wdzięczni 🙂 nawet chyba nie zdawał sobie sprawy z tego jak bardzo, mimo że oczywiście go o tym fakcie poinformowaliśmy ;D Gdyby nie on ciężko byłoby znaleźć nocleg w Vegas, wiemy coś o tym i już nie mieliśmy ochoty szukać miejsca na obrzeżach z dala od bezdomnych (ale też od sklepów i tym podobnych), bo przejechać przez Vegas to też nie lada wyczyn stopem, a autobusem koszt biletu jednorazowego to kilkadziesiąt złotych 😛 Ale na szczęście uratowani spędziliśmy pierwszą krótką noc na uzupełnianiu wpisu na bloga, i słuchaniu jak nasi współlokatorzy się bawią 😛 bo oprócz Huntera był jeszcze jego stały lokator i Martin z Argentyny 🙂 i pili sobie wódkę i grali w gry 😛 a my nie mieliśmy ochoty i siły im współtowarzyszyć 😛 a potem Martin potrzaskał trochę szkła i swoją twarz pokolorował na kolejne dni 😉 i przepraszając za wszystko poszedł spać 😛 i my w końcu też 🙂 Ale trwało to tylko kilka godzin i rano niewyspani obudziliśmy się i zaczęliśmy krzątać w kuchni 🙂

Była to zdecydowanie najbardziej specyficzna Wigilia w naszym życiu 😀 Po pierwsze – palmy, kaktusy itd. a po drugie – u Huntera zero choinki, lampek, czegokolwiek wskazującego na to, że to święta 😛 Chłopaki spali przez większość dnia na kacu 😛 a my robiliśmy pranie i pichciliśmy 🙂 Stworzyliśmy moim zdaniem przepyszną zupę grzybową z borowikami suszonymi (cena kosmiczna, ale dobrze, że w ogóle były 😛 ) a do tego łazanki bezglutenowe 😀 z eko kapustą kiszoną, kurkami i suszonymi śliwkami 🙂 Było to w podzięce Hunterowi za nocleg i pomoc 🙂 ale też oczywiście dla nas, żeby chociaż troszkę było „jak w domu” 😉

Współlokator nie chciał jeść, Hunter chętnie spróbował, ale nie były to chyba jego smaki 😉 bo mimo, że chwalił, że bardzo dobre, to jednak większość zostawił 😛 szczególnie łazanek.. ale oni tutaj raczej normalnie nie jedzą kiszonej kapusty 😛 Martin, który się pojawił w międzyczasie stwierdził, że pyszne, ale też nie zjadł wszystkiego 😛 no cóż.. my się obżarliśmy jak na prawdziwą Wigilię przystało i nam smakowało bardzo 😀

Po kolacji pojechaliśmy na bardzo nietypową „pasterkę” 😉 czyli objechaliśmy samochodem z chłopakami główną ulicę nowoczesnego Las Vegas – Strip z wieżowcami, oglądając mnóstwo oświetlonych kasyn i hoteli i słuchając różnych ciekawostek opowiadanych po drodze przez Huntera 🙂 Widzieliśmy między innymi miniaturową wieżę Eiffla, która jest idealnym odwzorowaniem tej prawdziwej, tyle że mniejszym 😛 tak samo zresztą jak Statua Wolności, którą widzieliśmy.. a oprócz tego hotel wyglądający jak wielka czarna piramida, ze środka którego świeci w górę laser, który widzieliśmy przy jeziorze obok zapory Hoovera..

Widzieliśmy też wielką fontannę multimedialną, która tam chyba w ogóle nie ma przerwy zimowej tak jak we Wrocławiu, wodospady płynące obok hotelu, sztuczny wulkan, statek piratów, gigantyczny diabelski młyn i wieżę widokową i wiele wiele oświetlonych atrakcji Vegas 🙂 Jest to miasto, które teoretycznie nie powinno w ogóle istnieć, bo jest na środku pustyni 😛 a w dodatku całkowicie zasilane z naturalnych źródeł 🙂 Nie trzeba mieć tutaj pozwolenia na broń, bardziej się opłaca zburzyć i wybudować całkiem nowy hotel na miejsce starego jeśli przynosi za mało milionów $ rocznie, codziennie są tutaj jakieś darmowe imprezy, pokazy, przedstawienia.. ale więcej w ciągu tygodnia niż w weekend.. Jest to miejsce największej ilości rozwodów w całych Stanach, ale to dlatego, że nie jest potrzebny czas separacji i praktycznie żadne papiery.. ale też śluby są tutaj najpopularniejsze, np. drive thru.. czyli podjeżdżasz samochodem jak do Maka, dostajesz szybko ślub i możesz jechać dalej 😀 Jest to miasto, w którym są legalne rzeczy, które gdzie indziej są nielegalne.. Dlaczego? Jak to zapytał Hunter.. Bo to jest Vegas! 😛 Np. legalna jest prostytucja i oczywiście wszelaki hazard,  ale nie tak całkiem.. bo np. wszyscy mogą wejść popatrzeć do kasyna, ale żeby móc zagrać w ruletkę np. trzeba już mieć 21 lat i faktycznie jest to sprawdzane z dowodem, nawet u osób ewidentnie wyglądających na swoje lata 😉 Ponieważ Strip jest kilka razy droższe niż Old Vegas (Downtown) Hunter woli to drugie miejsce i tam też pojechaliśmy zobaczyć pokaz wyświetlany na takim jakby zadaszeniu nad ulicą 🙂 codziennie jest inny pokaz – muzyka i animacja 🙂 a oprócz tego codziennie gra tam jaki zespół na żywo 🙂 i wzdłuż tej ulicy oczywiście wszędzie są kasyna.. czynne 24 h na dobę.. a każde kasyno ma jakąś dodatkową atrakcję, która przyciąga ludzi.. np. gigantyczny samorodek złota, basen ze zjeżdżalnią na dworze pomiędzy oszklonymi akwariami z rekinami, czy choćby tańczące panie na stołach przy których się gra 🙂 no i podczas gry można za darmo pić wszelkie napoje alkoholowe i bezalkoholowe.. więc nic dziwnego, że ludzie siedzą tam całe dnie i tracą fortuny 😛

Żeby się ugrzać czekając na pokaz animacji przeszliśmy przez kilka kasyn.. popodziwialiśmy efekty wizualne i dźwiękowe i pojechaliśmy w końcu do ciepłego domku gdzie za chwilę zjawili się nowi lokatorzy z Francji 🙂 dziewczyna i 2 chłopaków z których jeden potrafił nawet powiedzieć po polsku, że mam piękne oczy 😀 bo mieszkał kilka miesięcy w Bydgoszczy 😛 Jak już się ulokowali do naszego pokoiku został dokoptowany Martin 🙂 Kolejnego dnia rano wybraliśmy się do ulubionego kasyna Huntera, żeby zrobić sobie zdjęcie z milionem dolarów 😀 Ma on taką tradycję, że robi sobie zdjęcie ze wszystkimi swoimi lokatorami i umieszcza w galerii na ścianie 🙂 a ponieważ nocował już ogromną ilość osób, bo chyba nikomu jeszcze nie odmówił galeria jest dosyć pokaźnych rozmiarów 🙂 zrobiliśmy sobie zdjęcia z Martinem, kolegami z Francji i naszym hostem 🙂 i zagraliśmy pierwszy raz w życiu w ruletkę 😀 Po ekspresowym wytłumaczeniu podstawowych zasad, postawiłam na 5 liczb 5 dolarów i.. przegrałam 😛 Grzesiek wolał zagrać na automatach, a nasi współlokatorzy mniej ryzykownie niż ja postawili pomiędzy liczbami i na liczbę, którą im zasugerował Hunter i nawet kilka dolarów wygrali.. A my na automatach wygraliśmy w sumie kilkadziesiąt centów 😛 ale chociaż spróbowaliśmy zagrać 😀

Pożegnaliśmy się z Francuzami i pojechaliśmy coś zjeść 🙂 Chłopaki w jakiejś burgerowni, a my sobie pichciliśmy w domu i się pakowaliśmy, bo mieliśmy już się niedługo zbierać w dalszą podróż 🙂 Bardzo miło nam się przebywało w ciepłym domku z prysznicem i miłymi rozmowami i jesteśmy bardzo wdzięczni 🙂 Jak zwykle trafiliśmy na fantastyczną osobę, która też podróżuje 🙂 Hunter był we wszystkich krajach Europy, w kilku w Azji i ma bardzo wielu znajomych i jego dom chyba praktycznie nigdy nie jest pusty 🙂 Pożegnaliśmy się z nim serdecznie, jeszcze raz podziękowaliśmy za wszystko 🙂 i kończyliśmy się pakować..

No i tutaj zaczyna się koniec naszej wspaniałej podróży.. W ostatnią przejażdżkę po Las Vegas zabrał nas współlokator Huntera, bardzo dobry kierowca 🙂 Skończyliśmy wstawiać świąteczny wpis na bloga, wstawiliśmy zdjęcia śpiesząc się bardzo, żeby zdążyć.. i czekaliśmy.. a już za chwilę oglądaliśmy Las Vegas z góry podziwiając niezliczone ilości świateł 😀 jak fajnie, że w nocy 🙂 jak dobrze, że nie ma chmur 🙂 ale to tylko tak na chwilę, a potem już przez całą drogę były chmury i turbulencje 😛 ale dostaliśmy nawet wegańskie jedzonko dwa razy 😀 w tym przepyszne owocki 🙂 i wylądowaliśmy w Kopenhadze 🙂

Można było w końcu zadzwonić do kogoś, co po drugiej stronie się nie udawało (tylko sms) i usłyszeć głos rodziny 🙂 więc zadzwoniłam do dziadka, żeby zaprosić go na moje 30-ste urodziny już w domu w Wieluniu, tylko żeby nic nie mówił rodzicom, bo to niespodzianka 🙂 z Kopenhagi samolotem do Berlina.. z Berlina polskimbusem do Wrocławia.. i jak wyruszyliśmy 25. grudnia wieczorem to już 27 rano byliśmy w Polsce 😀 w „naszym” Wrocławiu 🙂

Szczerze mówiąc nie tęskniłam za nim za bardzo 😛 ale za to za znajomiony stamtąd mocno 🙂 no i za rodzinką oczywiście też 🙂 aczkolwiek myślę, że spokojnie i my i wy dalibyście radę jeszcze trochę bez nas wytrzymać jak byśmy jeszcze dalej podróżowali 🙂 No, ale cóż.. niestety plany się pozmieniały i Ameryka Południowa się przesunęła w czasie.. na pewno bym tam jeszcze kiedyś chciała pojechać 🙂 ale raczej już nie w taki sposób mega hardkorowy jak teraz 😛 Na pewno podszkolimy hiszpański 🙂 i pomyślimy o jakimś innym środku transportu 🙂 może jakiś busik chociażby 🙂 żeby mieć gdzie spać, zjeść itd.. Pożyjemy zobaczymy 🙂 Ale kusi ta Ameryka tymi pysznymi owocami, wspaniałymi widokami i tym, że jest tam taniej niż w północnej (chyba wszędzie jest taniej 😛 ) i jest tak bardziej egzotycznie 🙂 reszta świata też oczywiście kusi nas bardzo 🙂 ale to już temat na inną historię 😉 oby się jeszcze kiedyś spełniła 🙂 ale kiedy to nastąpi.. nie wiadomo.. myślę, że pewnie nie za szybko 😉 Po pierwszym zaskoczeniu chyba już prawie wszyscy wiedzą, że jesteśmy w Polsce 🙂 ale dla tych co nie wiedzą – no to jesteśmy! 🙂 a dla tych co chcieli zaległy wpis w końcu – no to proszę bardzo! 🙂

Na koniec chcieliśmy jeszcze podziękować za tą wspaniałą podróż, która będzie wspomnieniem na całe życie 🙂 za te wszystkie fantastyczne widoki 🙂 za góry, ocean, lasy i całą naturę 🙂 za cudowne zwierzęta 🙂 i za wspaniałych ludzi, których spotkaliśmy na swojej drodze 🙂 za nowe smaki 🙂 zapachy 🙂 dźwięki 🙂 widoki 🙂 rozmowy 🙂 doświadczenia 🙂 za nieograniczoną obfitość nieograniczonego wszechświata 🙂 za pomoc 🙂 za miłość 🙂 radość 🙂 uśmiech 🙂 słońce 🙂 deszcz i śnieg 🙂 za nasz domkowy namiot, który odszedł na zasłużoną emeryturę 🙂 za wszystkie inne sprzęty, które nam dzielnie służyły i ułatwiały życie codzienne 🙂 za jedzenie 🙂 i picie 🙂 za to czego nas ta przygoda nauczyła 🙂 za to jak nas zmieniła 🙂 za to, że mogliśmy tego wszystkiego doświadczyć dzięki zdrowiu 🙂 rączkom, nóżkom, oczom, uszom i wszystkiemu innemu co cudownie działa 🙂 za to, że mamy siebie 🙂 za miłość i radość 🙂 za bycie tu i teraz 🙂 uważność 🙂 cieszenie się chwilą 🙂 wdzięczność 🙂 ponad 5 miesięcy w podroży 🙂 i za to, że mieliśmy do kogo tutaj wrócić 🙂 dziękujemy, że byliście i że jesteście z nami! 🙂 Kochamy Was 🙂

Co nam się kojarzy z Alaską?

  1. łosie
  2. szczekający ptaszek
  3. wiewiórki alpejskie, jeżozwierz, ptarmigany, orły, kruki, niedźwiedź czarny, małe myszy 😉
  4. przyjaźni, uśmiechnięci ludzie 🙂
  5. „where are you from”? (skąd jesteście?)
  6. „how are you”? (jak się macie?)
  7. „you are from Holland”? (jesteście z Holandii?)
  8. góry wszędzie dookoła
  9. przestrzeń i cisza
  10. zieloność
  11. rowery i przyczepka
  12. dziury na poboczu
  13. no trespassing
  14. ogromne dzikie róże
  15. samoloty
  16. zapach marihuany
  17. ryk silnika pickupa
  18. gwizd pociągu
  19. close toilet lid
  20. puszka misiowa, specjalne kosze na śmieci i pojemniki na jedzenie
  21. suszarka do prania
  22. leave no trace
  23. wielkie opakowania jedzeniaterazitu.com
  24. Amerykanie chodzący do sklepów w japonkach/klapkach/kaloszach
  25. Clif Bar
  26. lody Ben&Jerry’s i Coconut Bliss
  27. pierwszy lot
  28. zielone i żółte autobusy
  29. rdzenni mieszkańcy Alaski
  30. lodowce
  31. zimno brrr i wiatr
  32. strzelanie
  33. Walmart, Safeway i Fred Mayer
  34. Denali Park
  35. Denali/McKinley
  36. Ptarmigan Lake
  37. jagody
  38. czerwone owocki
  39. Anchorage, Fairbanks, Seward, Wasilla, Healy, North Pole, Delta Junction, Tok
  40. zorza polarna
  41. Kenai Park
  42. kempingi z kibelkiem bez wody i bez prysznica
  43. ryż z soczewicą
  44. mile, stopy itd
  45. dolary, centy, dime
  46. złoto
  47. niebieska lodowcowa rzeka
  48. białe „zielone” światło
  49. wygodne chodniki i ścieżki rowerowe
  50. przyjaźni kierowcy
  51. szerokie, dobre drogi
  52. bardzo szybkie i głośne mówienie
  53. smarkanie w papier toaletowy i ręczniki papierowe (paczka chusteczek w markecie 2 złote a chusteczka po sekundzie do wyrzucenia)
  54. domy z sidingiem, przystrzyżonym trawnikiem i flagą, bez płotu
  55. tryb samolotowy. brak prądu i internetu
  56. poduszki z mchu jak odskocznie
  57. mokre wszystko łącznie z butami
  58. komary
  59. bear spray
  60. magic pants
  61. life is good
  62. „ten plecak jest lepszy niż morele”
  63. „misie pysie kolorowe”
  64. honeymoon
  65. Spenard hostel
  66. backcountry
  67. „nice bikes” i „I like your bikes” (fajne rowery, podobają mi się wasze rowery)
  68. autostop
  69. Alpine trail
  70. Resurrection River
  71. hamak
  72. ognisko
  73. fioletowe tortille
  74. psy jeżdżące obok kierowcy
  75. pęknięta przednia szyba w samochodzie
  76. samochody bez światła, zderzaka, przedniej maski
  77. banany z kropami za darmo/w promocji
  78. puste drogi
  79. ogromna przestrzeń tylko dla nas
  80. Polacy w środku niczego
  81. klucze ptaków lecących na południe
  82. kolorowe liście
  83. ciężarówki over size
  84. duże ilości wojska
  85. drogi internet i ludzie siedzący w marketach z darmowym wi-fi z laptopami
  86. świecące „Open” w oknach

No i polecieliśmy..

24 lipiec 2016 godz. 13:33

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

terazitu.com

Lecimy 😀 Skończyły się ostatnie domy i teraz już tylko błękit nieba, wody i białe chmurki. -43*C, na szczęście na zewnątrz 😉 Pod nami Morze Północne, 9755 m n.p.m., 865 km/h. Na początku trochę strachu przy wznoszeniu się do góry, a teraz już jest fajnie. Przygoda się zaczęła, ciekawe jak długo potrwa, co nas czeka na kontroli imigracyjnej, gdzie będziemy spać i co jeść. Wszyscy się o nas martwią, tata boi się, że sobie nie poradzimy 😉 ale mamy 2 ręce i 2 nogi, więc myślę, że damy jakoś radę 🙂 wi-fi nie działa i nie da się napisać co powiedzieć panu na lotnisku, ale i tak nigdy nie wiadomo o co zapyta. Bilet powrotny mamy na 14 listopada z Los Angeles do Londynu. Miejmy nadzieję, że nie będziemy musieli z niego skorzystać 😛 że uda nam się dotrzeć do Ameryki Południowej, a może jeszcze dalej, kto wie. Zobaczymy.. postaramy się nie spieszyć, cieszyć każdą chwilą, być teraz i tu 🙂 bo gdziekolwiek jesteś – bądź , po prostu bądź, całym sobą, żyj.. celebruj chwile, które daje Ci los, kolekcjonuj wspomnienia, nie bój się żyć. Jak to mówią podróżnicy: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.”